niedziela, 4 stycznia 2015

Rozdział 6


Rozdział powstał i jest :D Zapraszam do czytania i wielkie dzięki wszystkim, którzy mnie zmotywowali do pisania :*

Nie wiedział, co ma robić. Izzy była u Simona, Clary i Jace trenowali, a Magnus poszedł z Tashą do Catariny.
Alec został sam.
         Wyszedł z Instytutu, mimo, że mieszkał tam przez całe życie, nie czuł się już tam dobrze. Cztery ściany jego pokoju przypominały mu czas po zerwaniu z Magnusem. Te wszystkie emocje, które wtedy czuł… samotność, ból, smutek… i okropne poczucie winy.
         Bliskość rodziny to jedno, ale świadomość posiadania ukochanej osoby, przebywanie z nią… to zupełnie coś innego.
         Szedł przed siebie zupełnie nieświadomy, dokąd zmierza. Automatycznie skręcał w kolejne ulice. Zdziwił się, gdy spostrzegł, że trafił do Taki. Wszedł do środka. Znalazł pusty boks i usiadł w kącie.
         Wokół panował ruch. Najróżniejsze magiczne stworzenia wchodziły i wychodziły z baru. Para wilkołaków o szerokich ramionach zamówiła talerz z surowym mięsem… Czarownik o zielonej skórze i długim ogonie zakończonym czymś w rodzaju grzechotki węża przyglądał się wszystkim spode łba czarnymi oczami. Grupka fearie chichotała przy barze popijając kolorowe drinki z parasolkami.
         - Co podać? – zapytała kelnerka Kaelie.
         Alec westchnął i popatrzył na młodą fearie.
         - Myślałem, że po objęciu stanowiska w radzie nie będziesz już tu pracować? – zapytał chłopak.
         Kaelie wzruszyła ramionami.
         - Lubię tą pracę – odparła z uśmiechem. Teraz po prostu częściej będę miała urlop _ odparła wyjmując ołówek zza ucha. – Więc, co podać?
Alec już miał odpowiedzieć, gdy zadzwonił jego telefon. Wyjął komórkę z kieszeni. Dzwonił Magnus. Chłopak odebrał.
         - Przyjdź do Catariny. To pilne.- Usłyszał w słuchawce
         - Co się stało? – zapytał, wstając gwałtownie od stolika.
Nie zwracał uwagi na zdziwioną kelnerkę.
         - Dowiedzieliśmy się czegoś od dziewczyny – wyjaśnił Magnus. – To nie sprawa na telefon – dodał, zanim Alec zdążył się odezwać.
         - Już idę! – powiedział chłopak, wybiegając z restauracji.
Catariny mieszkała niedaleko. Jej mały i przytulny domek odcinał się od szklanych, wysokich gmachów centrum. Ogródek przed domem- teraz ukryty pod warstwą śniegu- w ciepłe dni tworzył zaciszne miejsce, pośród miejskiego hałasu, a wielki dąb górował nad wszystkim.
         Alec zadzwonił do drzwi. Otworzyła Catariny. Białe włosy związała w wysoki kucyk, a szpitalny fartuch zmieniła na jasny sweter i dopasowane dżinsy.
         Obdarzyła chłopaka zmęczonym uśmiechem.
         - Wejdź, Magnus jest w salonie – powiedziała przyjaznym głosem. – Pierwsze drzwi po lewej. – wskazała na jasne, drewniane drzwi.
Podążył we wskazanym kierunku, Catariny poszła za nim.
         Salon był mały, ale urządzony bardzo przytulnie. Jasne, drewniane meble idealnie współgrały z błękitną kanapą na metalowych nóżkach. Na podłodze leżał puszysty dywan w niebieskie i kremowe pasy.
Białe zasłony przysłaniały okna wychodzące na ogródek.
         Blondynka siedziała na sofie. Kolana podciągnęła do klatki piersiowej, drżała lekko. Magnus siedział na oparciu kanapy. Wyglądał na zmęczonego i przerażonego.
         Podniósł oczy na Aleca.
         - Co się stało?- zapytał chłopak.
Dziewczyna łkała cicho.
         - Catariny weź ją do drugiego pokoju – powiedział Magnus, wstając z kanapy. Wciąż wyglądał na nieobecnego.
         Gdy wyszły z pokoju, Alec zapytał po raz drugi.
         - Co się stało?
         - Użyłem wszystkich znanych mi sposobów, żeby przywrócić jej pamięć…- zaczął Magnus, przechadzając się po pokoju. – udało mi się zdobyć kilka ważnych informacji… Likantropka jest tym przerażona. – Czarownik przerwał spoglądając przez okno.
         Alec usiadł na kanapie, ale wiercił się nerwowo, nie wiedział czy chce słuchać dalej. Ale nie przerwał Magnusowi, nie ważne, czego się dowiedział, każda informacja była istotna.
Czarownik westchnął, nie odrywając wzroku od okna.
         - Natasha ma 16 lat – odezwał się dziwnym głosem.- Nigdy nie została zaatakowana przez wilkołaka…
         - To jak stała się likantropem? – zapytał Alec zaintrygowany.
         - Coś ją zaatakowało…. Możliwe, że demon…- Magnus przerwał w zamyśleniu.- Mógł to być demon, od którego pochodzą wilkołaki… ale musiałby wezwać go naprawdę wielki Czarownik… Sam nigdy by nie przyszedł na Ziemię… nie mam pojęcia, kto byłby na tyle potężny i… głupi żeby to zrobić…
         - Ale to możliwe? – zapytał Alec, wstając z kanapy.- Znaczy, czy ktoś, kto przyzwałby tego demona miałby nad nim władzę?
         Magnus odwrócił się od okna, jakby wyrwany głębokiego zamyślenia. Spojrzał ze zdziwieniem na swojego rozmówcę.
         - Demon byłby bezbronny, dopóki pozostałby w pentagramie… chyba, że ktoś specjalnie go wypuścił… Teraz atakuje i zabija ludzi, albo zamienia ich w wilkołaki… Natasha była jedną z jego ofiar. Demon ją opanował i zmusił do …- głos mu się złamał.
Chociaż Magnus starał się to ukryć, Alec wiedział, że Czarownik jest przerażony. To wszystko było straszne, a chłopak wiedział, że będzie jeszcze gorzej. Zapadła cisza. Nikt się nie odzywał. Zdawało się, że cały świat na chwilę się zatrzymał.
W końcu ciszę przerwał głos Magnusa.
- Demon zmusił ją do za… zaatakowania własnych rodziców… Dziewczyna mówiła, że Głos - tak właśnie mówiła na demona- kazał jej wziąć nóż i ich … zaatakować ich. Nie pamiętaj jak ich… jak to robiła. Później zobaczyła krew… ich ciała… i domyśliła się, że ona to zrobiła… - Czarownik westchnął. W jego kocich oczach lśniły łzy… przypomniał sobie bardzo odległe czasy, gdy był jeszcze dzieckiem… Jego własny ojciec chciał go utopić… w tedy Magnus po raz pierwszy użył swojej mocy- jego ojciec stanął w płomieniach…
- Uciekła z domu… motała się po mieście. Zadzwoniła do swojego brata… - Magnus przełknął głośno ślinę.
- Zaraz…- Alec zmarszczył brwi.- Przecież Toby jest wampirem – przypomniał.
- Był już wieczór.- Magnus kontynuował, nie zwracając uwagi na chłopaka.- spotkali się, ale demon kazał dziewczynie go zaatakować. Chłopakowi udało się uciec, chyba nic mu nie jest. Demon zmusił likantropkę do opuszczenia miasta, wywiódł ją na jakąś polanę i tam zamienił w wilkołaka.- Magnus zamknął oczy, wyglądał na wyczerpanego.
- Bieda dziewczyna – szepnął Alec.
- Trzeba się zastanowić, co zrobimy z tymi wiadomościami – powiedział rzeczowym tonem Magnus.- Musimy pozbyć się demona i to jak najszybciej. Będzie coraz więcej ofiar, jeżeli się tym nie zajmiemy.
- Trzeba porozmawiać z Lukiem i Maią – zaproponował Alec, wstając z kanapy, był gotowy do działania. – zadzwonię po resztę, a ty skontaktuj się z wilkołakami - dodał wyjmując telefon z tylnej kieszeni dżinsów.


****


Spotkali się parenaście minut później w Taki. Był już wieczór, a ruch się wzmógł. Teraz do baru przybywały również wampiry i inne mroczne stworzenia.
Siedzieli przy stoliku przy oknie. Luke już od kilku miesięcy nie był przywódcą stada, ale wszyscy liczyli się z jego zdaniem. Teraz watasze przewodniczyła Maia. Przyszła z Batem – swoim chłopakiem. Magnus opowiedział wszystkim zebranym, czego dowiedzieli się od Natashy.
Izabelle wydawała się nieobecna. Simon, co chwilę spoglądał na dziewczynę zmartwionym wzrokiem.
- Do sfory w ostatnim czasie dołączyły dwa nowe wilkołaki – powiedziała Maia, patrząc na zebranych.
- Czy ktoś z watahy zachowywał się dziwnie, lub agresywnie? – zapytał, Jace rozpierając się na fotelu.
- Kilka szczeniaków się ze sobą walczyło, ale to normalne… - Maia się zawahała.
Była skołowana tą sytuacją. Świat Cieni dopiero podnosił się, bo wojnie z Sebastianem. Wielu ważnych Podziemnych straciło życie w tej bitwie i teraz wszędzie panował zamęt.
- Trzeba zawiadomić Clave – wypaliła Clary, niechcący przewracając pieprzniczkę.
- Clave? – zapytał z kpina w głosie Jace. – oni mają „ważniejsze” rzeczy do roboty – dodał spoglądając wyzywająco na ludzi przy stole.
- Czyli mamy sami zająć się tym problemem?! – zapytał Simon uderzając pięścią w stół.
Izzy aż podskoczyła na krześle.
- Jocelyn, Maryse i Robert są w Idrisie – powiedział Luke spokojnym głosem.- Możemy do nich zadzwonić i o wszystkim im opowiedzieć, ale pewnie to niewiele da. Co nie znaczy, że nie warto spróbować. – Przeczesał ręką siwiejące włosy. – Magnus, Jocelyn mówiła, że niedługo dostaniesz wezwanie do Idrisu. Rada musi się zebrać, Alicante wciąż jest bezbronne. Trzeba odnowić czary ochronne… - westchnął.
Wyglądał na zmęczonego. Sztywna szczecina pokrywała jego szczękę. Pod jasnymi, błękitnymi oczami widniały sine cienie. Clary zastanawiała się, co robił Luke przez ostatnie kilka dni. Dziewczyna cały czas spędzała w Instytucie z Jace’em, czasami zostawała tam nawet na noc.
Teraz było jej wstyd. Luke został w nowym Jorku na polecenie Jocelyn. Kobieta nie wróciła do domu od czasu bitwy z Sebastianem. Clary rozmawiała z nią od tamtego czasu tylko raz.
dziewczyna wciąż upierała się, że może zamieszkać w Instytucie, tam będzie bezpieczna, ale matka się nie chciała na to zgodzić. Poprosiła Luka, żeby miał na nią oko, a Clary wiedziała, że mężczyzna o wiele bardziej wolałby być teraz w Indrisie, niż niańczyć dziewczynę, ale posłusznie został w nowym Jorku.




W końcu jest rozdział. Miał być trochę dłuższy, ale się nie udało. Mam nadzieję, że się podobał : )

Jestem teraz (jak zwykle) strasznie zajęta, bo w przyszłym tygodniu czekają mnie dwa ważne konkursy i nie wiem kiedy napisze następny rozdział, ale u mnie to normalka

Dzięki wszystkim, którzy mnie tak pięknie motywowali do pisani, to dzięki wam w ogóle jest ten rozdział.
Mam nadzieję, że teraz też mnie tak zmotywujecie
Mam wielką prośbę – komentujcie, bo nie wiem, czy wam się podoba czy jest kompletnie do dupy :P

~~Lightwoodówna~~



środa, 31 grudnia 2014

Sczęśliwego Nowego Roku !!

Magnus już przygotował imprezkę :) Wszyscy gotowi na przyjęcie...
Będzie... będzie zabawa, będzie się działo !!!


Mam do ws wielką prośbę :) Zróbcie coś, żeby zmotywować mnie do dalszego pisania... to bardzo ważne, bo nie mam siły pisać i nie wiem czy jest jeszcze dla kogo :)

~~ Lightwoodówna~~

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Rozdział 5



         Jest kolejny rozdział :) mam nadzieję, że się spodoba. Zapraszam do czytania i pozostawienia  po sobie śladu


Było już późne popołudnie, gdy skończyli dyskusje na temat młodej likantropki. Dziewczyna cały czas spała.
Stanęło na tym, że Magnus ma spróbować razem z Catariną odzyskać jej wspomnienia.
         Clary poszła razem z Jace’em do Taki. Wszyscy wiedzieli, że z przyjęcia urodzinowego nici.
Izzy i Simon opuścili dom Magnusa bez słowa wyjaśnienia. Alec widział przez okno, jak idą w stronę Manhattanu.

         - Czym się martwisz? – zapytał Czarownik podchodząc do chłopaka.
         - To nic – westchnął Alec, odwracając wzrok, gdy Izzy zniknęła za rogiem.
         - Przecież widzę. – Magnus nie dawał za wygraną.
         - Chodzi o tą dziewczynę – wyjaśnił, siadając na kanapie. – Ona mi powiedziała, że „ON” kazał jej coś zrobić – powiedział, przeczesując ręką splątane włosy. Po chwili dodał – Natasha ma brata – wampira- ma na imię Toby.
         Magnus zmrużył oczy, siadając koło Aleca.
         - Toby? – Czarownik zdawał się być zdumiony. – Nie należy do klanu… chyba, że dołączył już po upadku Sebastiana… - Magnus zerknął na Aleca. Chłopak spał rozparty na kanapie. Czarownik uśmiechnął się sam do siebie.

***

Izzy poszła z Simonem do jego mieszkania. Było strasznie puste bez Jordana. Isabelle starała się o nim nie myśleć wchodząc do kuchni, gdzie na lodówce wisiały fotografie śmiejących się Jordana i Mai.
Dziewczyna nie widziała likantropki od czasu wojny z Sebastianem.
- Iz. Chcesz kawę? – zapytał Simon, stawiając czajnik na kuchence.
- Nieee… masz wino? – odparła, masując sobie skronie.
Simon otwierał kolejne szafki, sprawdzając ich zawartość. Z jednej wyjął smukłą butelkę z ciemnego szkła.
- Jest tylko coś takiego – powiedział, stawiając butelkę na blacie.
- Może być – mruknęła dziewczyna, nie podnosząc głowy.
Po chwili czajnik zaczął gwizdać, a Simon szybko zdjął go z kuchenki i zalał sobie kawę.
Izzy sięgnęła po butelkę. Wino było słodkie, ale dość mocne. Miało dziwny, metaliczny posmak, ale dziewczynie to nie przeszkadzało.

***

Alec nie mógł spać w nocy. Wciąż myślał o młodej likantropce. Dziewczyna spała teraz w pokoju obok. Chłopak współczuł jej, straciła brata i została wilkołakiem, to było straszne przeżycie. To wszystko wydawało mu się bardzo dziwne. Alec czuł, że brakuje im jeszcze wielu elementów układanki.
Z Natashą było coś nie tak, ale chłopak jeszcze nie wiedział, co.
Alec ziewną. Chociaż był zmęczony, nie mógł zasnąć. Przewrócił się na drugi bok i przytulił się do Magnusa. Czarownik westchnął przez sen.

***

Obudziła się rano w łóżku Simona. Miała na sobie rozwleczony T-shirt i krótkie spodenki. Nic z tej garderoby nie należało do niej. Uniosła się na łokciach i od razu tego pożałowała. Głowa jej pękała, przed oczami zobaczyła kolorowe plamy. Jęknęła i opadła powrotem na poduszki. Zamknęła oczy, było jej niedobrze. Przygryzła wargę.
Przez uchylone okno dobiegał hałas ulicy. Poranne słońce przebijało się przez cienkie zasłony. Ponad tym wszystkim usłyszała dźwięk otwieranych drzwi. Uniosła lekko powieki. Do pokoju wszedł Simon, w ręce trzymał szklankę wody.
- Jak się czujesz? – zapytał szeptem, podchodząc do Isabelle.
Dziewczyna zamknęła ponownie oczy. Czuła nieznośny, pulsujący ból w skroniach.
- Gdzie moja stela? – zapytała cicho.
- Zaraz ci przyniosę – odparł Simon.
Chwilę później wrócił, niosąc przedmiot nieco większy od długopisu wykonany przezroczystej, lśniącej substancji.
- Daj mi ją – zażądała Izzy i nie zważając na pulsujący ból, podniosła się na łokciach.
- Nie – powiedział krótko Simon. – Ja to zrobię – dodał, popychając dziewczynę delikatnie na poduszki.
Dziewczyna wydała jęk sprzeciwu.
- Nie znam jeszcze wszystkich run, ale tą umiem. – Mówił lekko rozbawionym głosem.
Śmieje się, że się upiłam – pomyślała Izzy, ale wyciągnęła posłusznie rękę. Simon delikatnie ją ujął. Czubkiem steli nakreślił runę Iratze na wnętrzu jej nadgarstka.
Isabelle czuła lekkie pieczenie towarzyszące rysowaniu znaków, ale pulsujący ból głowy powoli mijał.
Dziewczyna zamrugała. Po bólu nie było śladu. Czuła się już dobrze. Choć wciąż miała mdłości. Uśmiechnęła się blado.
- Dzięki – powiedziała i pocałowała Simona w policzek.
Szybko wstała z łóżka ze zwinnością kota i przeciągnęła się, ziewając.
- Ile wypiłam? – zapytała, rozglądając się po pokoju w poszukiwaniu swoich ubrań.
Simon się zawahał.
- Całą butelkę – odparł w końcu.
Izzy westchnęła.
- Gdzie są MOJE ubrania? – zapytała, spoglądając pytająco na chłopaka.
- W salonie – odpowiedział.
Dziewczyna wyszła z pokoju.


***

Gdy się obudził, Magnusa nie było. Na jego poduszce, obok Prezesa Miał, leżała złożona kartka i jedna czerwona róża. Alec podniósł się na łokciach i wziął karteczkę. Przebiegł wzrokiem po starannym piśmie Magnusa.

„Nie chciałem Cię budzić, jestem u Catariny.
Nie wiem, kiedy wrócę. Likantropka jest ze mną.
Postaramy się czegoś dowiedzieć

Kocham Cię
Mags. :-*”

Alec uśmiechnął się lekko. Podniósł różę i wstawił do wazonu na komodzie, w którym stały czerwone lilie. Miała szkarłatny kolor, świeżo przelanej krwi. Jej słodki zapach rozchodził się po pokoju.

Chłopak ubrał się szybko i postanowił iść do Instytutu. Nie był tam już od kilku tygodni. Co prawda, wczoraj był na „przyjęciu” Jace’a, ale to się nie liczyło.
Dzisiaj, wszystkie wczorajsze wydarzania wydawały mu się pokręconym snem.
Wyszedł z mieszkania. Nie zakluczył drzwi, bo nikt nie odważyłby się okraść Wysokiego Czarownika Brooklynu.
Chłopak wyszedł na ulicę, zimny wiatr szczypał go w nos. Delikatnie prószący śnieg tworzył biały puch na poboczu. Przykrywał gołe gałęzie nielicznych drzew i szczyty wysokich latarni.
Tylko ulica nie była biała, pokrywało ją coś podobnego do błota. Samochody rozpryskiwały brudny, roztopiony śnieg na chodniki i przechodniów.
Uroki zimy w Nowym Jorku – pomyślał Alec wchodząc na stację metra. Gdyby nie okropna pogoda, poszedłby do Instytutu na pieszo.
W metrze było duszno i tłoczno. Przemoczeni i spoceni ludzie cisnęli się na siebie, popychani i szturchani łokciami przez innych.
Alec odetchnął z ulgą, gdy wyszedł znów na mroźną ulicę. Miał jeszcze kilka przecznic do przejścia.
         Gdy dotarł na miejsce, był cały pokryty białym puchem. W ciepłym wnętrzu windy śnieżynki rozpuściły się, mocząc mu włosy i kurtkę.
Winda zatrzymała się ze zgrzytem. Chłopak wyszedł na jasny korytarz. Bordowy, wytarty dywan tłumił jego kroki.
Alec poszedł do swojego pokoju, miał nadzieję, że nikt tam nie zaglądał pod jego nieobecność. Drzwi były otwarte, ale sypialnię zastał w takim samym stanie, w jakim ją zostawił. Tylko cienka warstwa kurzu pokrywała wszystkie przedmioty.
Chłopak otworzył okno i usiadł na łóżku. Nie miał pojęcia, co robić. Instytut wydawał mu się teraz obcym miejscem, niczym samotna sala izolatki. Chociaż zawsze traktował to miejsce jak swój dom, teraz wydawało mu się obce, jakby trafił w nieznane miejsce.
Nawet własny pokój, nie był już taki jak kiedyś. Wystarczyło kilka tygodnia w mieszkaniu Magnusa i już czuł, że to nie jego miejsce.
Chłopak westchną. Maił ostatnio tendencje do dramatyzowania. Zadrżało mu się to od czasu zerwania z Czarownikiem.
Magnusa nie będzie pewnie przez cały dzień. Alec nie miał ochoty siedzieć cały dzień w pustym mieszaniu na Brooklynie.
Wstał z łóżka – postanowił poszukać Jace’a. pierwsze miejsce, które przyszło mu do głowy to Sala Treningowa. Poszedł w tamtym kierunku.
Otworzył cicho drzwi i zajrzał do środka. Jace stał za Clary, trzymając ją jedną ręką w tali, a drugą poprawiał trzymany przez nią nóż.
Byli tak skupieni na sobie, że nie zauważyli Aleca.
         Rudowłosa rzuciła nożem, który przeleciał łukiem przez pomieszczenie. Wbił się w ścianę nieco ponad namalowanym białą farbą okręgiem. Chłopak nie chciał im przeszkadzać, więc zamknął drzwi.


------------------------------------------------------------------------------------------------

Jest rozdział :) mam nadzieję, że się spodobał, jeśli nie to nic się nie stało.
Ostatnio nie mam czasu żeby przepisywać rozdziały, ale coś tam naskrobałam. Przez ostatnie dwa tygodnie w kółko pisaliśmy próbne testy :/ masakra, ale nie będę się tu wam żalić…
Za wszystkie błędy, literówki i inne moje przewinienia serdecznie przepraszam. Proszę o wybaczenie.
Jak na spowiedzi xD.
Dobra kończę idę się uczyć na jutrzejszy test <3



~~ Lightwoodówna~~